Tula wrote:hm..tak czytam i właściwie wszyscy mają trochę racji, ale wydaje mi się, że w ten sposób dyskutując za dużo nie zmienimy.
czlowiek.morze wrote:Uwazam, iz nie jestesmy w stanie zmienic ludzkiej psychiki. Jezeli ktos nie chce przyjechac, to nie przyjedzie i zadnemu z nas nie uda sie tego zmienic. Jak dla mnie jest to tez lenistwo, a dokladnie lenistwo figurkowe. Ktos sobie moze w tym czasie biegac maratony, albo oplywac swiat, jednakze my tutaj zajmujemy sie wylacznie figurkami. Jezeli majac na konkurs powiedzmy 300km nie udaje sie przyjechac ktorys rok z rzedu, to znaczy ze temu komus nie zalezy tak bardzo. Jezeli nie zalezy, to nie widze mozliwosci jak mozemy taka osobe przekonac. Nie trafiaja do mnie argumenty typu - cos mi wypadlo i nie moglem sie pojawic. No prosze, raz rozumiem, ale 3-4 lata z rzedu? Zawsze w pazdzierniku? A co z terminami innych konkursow, tez cos akurat wypadlo?
Wiecie, przede wszystkim to można przytoczyć klasyczny przypadek polskiego malkontenctwa u niektórych.
Poza tym ja jako organizator i uczestnik mam obraz z dwóch stron barykady.
Był wielki płacz, że w Polsce nie ma żadnego konkursu malarskiego, że nie ma nic po GD, aż tu nagle pojawia się ktoś, kto chce zrobić coś dla innych. To zaczyna się zwyczajnie pier**lenie, że to nie takie, że to nie dla mnie, że ja nie mam szans, że to, że tamto.
Człowiek w końcu nie wytrzymuje i się pyta: "no to jak wam do ciężkiej cholery dogodzić? Chcieliście konkurs, to macie, ale czemu was nie ma?" I serio można stracić zapał do organizowania takich imprez. Można mieć czyste sumienie, można się poczuć lepiej, że się chciało, że zrobiłem coś dla innych, no ale jak tych innych nie ma, to po co ja mam się starać? Mogę sobie dać spokój i walić to wszystko. Niech sobie w Internecie narzekają dalej.
I gadanie o tzw. "wymiataczach". Jasne, tak można gderać do śmierci, bo przecież ten wymiata, tamta wymiata, to co ja mogę wygrać. Ale jakoś nikt nie widzi tych "przegrańców", którzy ledwo dostają FC, a za 3-4 lata są na podium. I oni też stają się nagle "wymiataczami", a marudy jak były marudami, to pozostaną marudami. I kolejny rok, kolejne gadanie, że "nie mam szans".
Tego właśnie nie zmienimy. I to walka z wiatrakami. Ileż razy co roku można powtarzać to samo? Fakt, w ten sposób do niczego nie dojdziemy... Mało tego - osoby, które
najwięcej marudzą, wiedzą
najmniej i robią tylko szum dla samego szumu, jak nasze rządowe mąciwody. A tłumaczenie i prostowanie takich osobników też już weszło do dodatkowych atrakcji konkursowych.
A co do "figurkowego lenistwa" - nazwałbym to trochę inaczej i pod coś innego podpiął, a mianowicie pod zwyczajne zainteresowania. Jeśli ktoś siedzi w tym światku i się bawi - to przyjedzie, a jeśli nie da rady, to nie da rady. Nie będzie to jednak tłumaczone głupotami i taka osoba naprawdę poczuje, że coś w tym roku ją ominęło. No trudno, życie.
Jeśli ktoś jako główne hobby (albo jedno z ważniejszych na szczycie własnej listy oprócz malowania figurek) ma kupno nowego radia do samochodu albo nowych, lśniących felg - to niech sobie kupuje na zdrowie i bawi się ulepszaniem samochodu, ale tym samym może nie dać rady finansowo. Tak, nawet takie przyziemne powody, bo akurat udało się trochę dorobić, żeby sobie coś kupić, a tu naciskają na przyjazd na konkurs.
W ogóle jaki to nacisk? Raczej zachęcanie, ale nic na siłę! Bo zacznie to przypominać walkę o klienta w sklepie z ciuchami w centrum handlowym, żeby sobie do premii do wypłaty dobić kolejne złotówki...
W tym temacie przewinęło się już kilka opinii od ludzi, którzy czują się przymuszani do przyjazdu. No tak też nie może być, bo przecież nie o to chodzi.
Bardzo ważną sprawą jest sztywny termin i stałość imprezy, bo nawet po moim pierwszym GS-ie ludzie już chcieli mieć za rok kolejnego. A ja zwyczajnie nie wiedziałem, czy się uda. Zwyczajnie nie wiedziałem, czy to naprawdę ma sens, czy się nic mi nie wyłoży. Ale reakcja środowiska podbudowuje i zachęca do dalszych działań. A jest to odpowiedzialność i skoro ludzie chcą - to ja się poświęcam temu, bo raz, że sprawia mi to przyjemność, a dwa - skoro chciałem spróbować, to teraz dobrze by było to pociągnąć, tym bardziej że są jakieś tam efekty. A mogłem machnąć ręką 2 lata temu i mieć spokój w okresie letnim. Niech się inni męczą.
Inna rzecz, że pierwsza organizacja to zawsze mnóstwo wątpliwości, a do tego obawa o frekwencję i zainteresowanie, bo przecież mogła to być moja jednorazowa zachcianka, wydrukowałem sobie dyplomy, zamówiłem trofea i już sobie robię konkurs. No ale jak zacząć inaczej? Nikt mi nie da od razu kasy na to wszystko, a żeby pozyskać sponsorów, to trzeba najpierw trochę się pomęczyć, żeby ich przekonać, że warto się tym zainteresować i pomóc.
Po MoI mam już umówione 2 firmy na przyszły rok (duże i znane firmy w polskim światku figurkowym), które zadeklarowały pomoc i sponsoring, a mamy dopiero listopad! A może i da radę pozyskać kolejne do tego czasu? Czyli chyba jednak warto się postarać...
A uczestnicy? Próbujemy przyciągnąć malarzy zagranicznych. OK, tylko jak tamci przyjadą, to tym bardziej nie warto będzie startować krajowym malarzom, bo jak zagraniczni wystawią swoje prace...
No nie? I tak możemy do końca świata i jeden dzień dłużej. Jasne, każdy chce wygrywać, każdy che poczuć, że ma szansę powalczyć, ale co z resztą imprezy, z ludźmi i całą atmosferą? Czy może dochodzimy do momentu, że skoro komuś się nie uda nic wygrać, to na pociechę ma nagrodę losową albo obok pokaz sztucznych ogni na otarcie łez i może sobie dodatkowo wydać kasę na figurki w sklepiku za ścianą? Tak, właśnie do tego zmierzamy tworząc większą imprezę, której częścią będzie konkurs malarski?
Myślę, że w tym temacie główny nacisk położony jest na to, by impreza była bardziej atrakcyjna, by więcej się na niej działo, a jeśli uczestników mimo to nie uda się przyciągnąć - to nie wiem, czy komuś się nie odechce organizować i wcale bym się takiej decyzji nie dziwił.
Mówi się o tym, że gracze to gracze, a malarze, to malarze. Ale zwróćcie uwagę, że to malarze podpinają się pod imprezę dla graczy, żeby być bliżej nich, żeby mieć coś dla większej ilości osób, bo przecież zorganizowanie samodzielnego konkursu raczej nie przyciągnie nagle graczy, bo dla nich ważniejsze są turnieje i to jest całkowicie zrozumiałe i nikt nie może mieć o to pretensji - tam wydają swoją ciężko zarobioną kasę (albo odłożone kieszeniowe od rodziców), tam ich kosztuje wyjazd, dodatkowe pudełko z figurkami, książka albo nocleg w innym mieście. No i impreza, bo przecież jak się jedzie na weekend, to nie po to, żeby pić herbatę i jeść paluszki

A jak mają "przy okazji" coś - to mogą skorzystać, a też nie chcą/nie lubią/mają gdzieś/whatever.
Ale mówimy tu ogólnie o wszystkich hobbystach, dla których takie imprezy są organizowane. Zastanawiam się, czy w ogóle ktoś by zareagował, gdyby tak nagle uciąć cały rok: GS, Hussara i MoI i powiedzieć, że nie ma już w Polsce konkursów, bo nie ma dla kogo robić.
"A macie, dobrze wam tak, nic dla was nie będziemy robić!"
Ktoś by się przejął strasznie? Może i "nasi kolesie" by byli smutni, bo przecież nie będzie kolejnej statuetki na półce
Z marudami, czy bez - ja tam zamierzam się doskonale bawić
Nie wiem też, czy ktoś coś nowego jeszcze doda, bo już zaczynamy kręcić się w kółko
A za rok pewnie powtórka z rozrywki.
Ja tam teraz odpoczywam, koniec konkursów w tym roku
